This is a blog title

Kamila Wójcikiewicz (Agrochest Team) – mistrzyni świata amatorów UCI Gran Fondo, a także zwyciężczyni ORLEN Tour de Pologne Amatorów z 2021 roku. W wywiadzie przeprowadzonym przez Ewę Mikołajczyk, opowiada o swojej przygodzie z kolarstwem, przygotowaniach oraz o tym jak zakochała się w rowerze szosowym. 

Ewa Mikołajczyk: Jeszcze raz gratuluję zwycięstwa w ORLEN Tour de Pologne Amatorów! Nastawiałaś się na zwycięstwo przed startem czy było to zaskoczenie? 

Kamila Wójcikiewicz: Dziękuję bardzo za gratulację! Na starcie na pewno byłam już jedną z faworytek, biorąc pod uwagę wyniki z wcześniejszych wyścigów. Nastawiałam się na walkę, bo wiedziałam, że rywalki są równie mocne. Startowałam z sektora VIP, a dziewczyny startowały z następnego sektora. Na ORLEN Tour de Pologne Amatorów każdy jedzie swój wyścig. Wiedziałam, że jak rywalki mnie dogonią to już będę na straconej pozycji, ponieważ odrobiły 30 sekund bądź minutę. Liczy się czas netto, więc liczy się czas na mecie. Wiedziałam że muszę od startu do mety pojechać swoje, jak najmocniej na podjazdach, ale wszystko z głową. Plan zrealizowałam w stu procentach. 

Wiem, że masz niesamowite inne osiągnięcia w kolarstwie.

Zgadza się, lepszego sezonu, jak sezon 2021 sobie nie mogłam wymarzyć. Celem były mistrzostwa świata (UCI Gran Fondo World Championships przyp. red.). Poszczególnymi etapami były wszystkie najcięższe wyścigi w Polsce, w tym ORLEN Tour de Pologne Amatorów. W tym sezonie skupiałam się na wyścigach po górach. Startowałam ORLEN Tour de Pologne Amatorów, w wyścigach Tatra Cycling Events, Tatra Road Race, czy Nowy Targ Road Challange – jest to chyba jedyny wyścig trzyetapowy dla amatorów w Polsce. Na tych wyścigach jest naprawdę duża konkurencja i są to ciężkie wyścigi, było to poniekąd przygotowanie do mistrzostw świata. Na mistrzostwa świata pojechałam walczyć o medal. Myślę, że każdy kto wyjeżdża na imprezę tej rangi gdzieś tam z tyłu głowy pewnie ma, że pojechał po medal, ale różnie może być, wszystko się musi idealnie poukładać. Udało się, wszystko zagrało jak należy. Było ciężko, były ciężkie warunki. Było zimno, nikt nie spodziewał się, że na południu Europy w październiku będzie tak niska temperatura. Ale poradziłam sobie z pogodą, z rywalkami i tam osiągnęłam swój największy życiowy sukces w kolarstwie – wywalczyłam pierwsze miejsce i złoty medal, zdobywając tytuł mistrzyni świata amatorów pod rangą UCI. 

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z kolarstwem? 

Moja przygoda z kolarstwem zaczęła się od startów w maratonach MTB. Na początku startowałam na krótkich dystansach. Zaczynałam w 2011 roku. Dopiero w 2017 roku kupiłam swój pierwszy rower szosowy i szosa mnie całkowicie pochłonęła. Rok później wystartowałam w swoim pierwszym wyścigu, zaliczyłam mistrzostwa Polski kategorii Cyklosport, co prawda w pierwszym sezonie bez większych sukcesów, ale na pewno z wielkim apetytem. Dążyłam do sukcesów. 

Jak łączysz treningi z codziennym życiem? Bo to na pewno jest czasochłonne. 

Kolarstwo jest ciężkim sportem. Kiedy wejdzie się na trochę wyższy poziom to wiadomo, że jest to ciężko połączyć, jednak nie jest to niemożliwe. Wymaga to na pewno dużej determinacji i dużej logistyki dnia codziennego. Jednak jak to wszystko się dobrze poukłada to można to połączyć. Planuje z wyprzedzeniem cykle tygodniowe lub z wyprzedzeniem jedno czy dwudniowym, w zależności w jakim to jest okresie przygotowania – czy jest to okres startów czy okres przygotowawczy. Pracuję zawodowo, mam stałe godziny pracy, więc jest mi to też łatwiej zaplanować. Z reguły zaraz po pracy wychodzę na trening, a wieczorem to czas na regenerację, przygotowanie posiłków. 

A jak wygląda u ciebie off-season? 

Jesienią, kiedy kończą się wyścigi i psuje się pogoda jeżdżę stopniowo coraz mniej. Październik i listopad to jest okres odpoczynku. Grudzień poświęcam na trening ogólnorozwojowy. Chodzę na basen, trochę biegam, roweru nie odwieszam całkowicie, bo 2-3 razy w tygodniu staram się wyjść do lasu. Od lutego już coraz więcej treningów na szosie, 4-5 razy w tygodniu. 

Planujesz kolejny start w ORLEN Tour de Pologne Amatorów?

Oczywiście, razem z całą moją drużyną Agrochest Team. Kolarze z mojej drużyny trzy razy wygrali drużynową klasyfikację, już jesteśmy nawet zapisani. 

Kolarstwo wciąż cieszy się znacząco większą popularnością wśród mężczyzn. Jak ty to widzisz?

Od kilku lat kobiece kolarstwo amatorskie jest coraz bardziej popularne i od kilku lat organizatorzy wyścigów wychodzą w dużej mierze do pań, organizując własne starty – mamy oddzielne sektory od mężczyzn i dzięki temu swój własny wyścig.

Z roku na rok kobiecy peleton na amatorskich wyścigach rośnie. Poziom tego peletonu również. Startuję już 4 rok z rzędu, to naprawdę nieraz walka toczy się do samej kreski. 

Jak zachęciłabyś kobiety do tego sportu?

Kolarstwo to piękny sport. Ciężki, ale i piękny. Nie znam żadnej kobiety która by usiadła na rower szosowy i się w nim nie zakochała. Można traktować to jako świetną formę wolnego czasu, zwiedzania i poznawania swojego otoczenia, ale też zwiedzania Polski.